KRÓTKIE HISTORIE,  NA SŁODKO

HISTORIA STASIOWEGO MIODKU

Historia Stasiowego miodku sięga czasu, kiedy tata przestał pracować i zaczął cieszyć się wolną chwilą. Jako, że mamy działkę, na której jest mnóstwo warzyw i owoców, a przed wejściem rząd kwiatów, nie mogło zabraknąć przyjaznych pszczółek. Tata od wielu lat siał i sadził kolorowe dary natury. Dbał o nie z  pasją. Z wielką starannością plewił i podlewał, kiedy tylko mógł. Co niedzielę przyjeżdżał i jak szeryf przechadzał się między grządkami, aby sprawdzić jakie profity dają jego spracowane ręce. Efekty widać było szybko. Cieszyły oko i nasze podniebienie. Zaczynając od pierwszych rzodkiewek w kwietniu, po majowe (moje ulubione) owoce: truskawki, sałaty i inne. Do całej ferajny brakowało jeszcze pszczółek, dlatego tatko już kilka lat wstecz robił rozeznanie. Odkupił stare ule od znajomych i w zimowe wieczory zaczął je odnawiać. Szlifowania, skręcania i malowania nie było końca!


Tak powstały domki dla naszych pożytecznych owadów, które niedługo potem w nich zamieszkały. Ogromna radość przeplatała się z niepewnością czy wszystko się uda i będziemy mieć pierwszy w sezonie miód pszczeli.
Wszyscy kibicowaliśmy temu przedsięwzięciu, które nie było tak łatwe, jak sądziliśmy. W pracę nad tym trzeba było włożyć nie tylko siłę, ale pieniążki, cierpliwość i ogromne serce.
Tak powstał pierwszy i najbardziej wyczekiwany słoik Stasiowego miodu.

3 komentarze

  • Avatar

    Karellauk

    O mamo! Ależ cudowny 🤩 czuję jego zapach na angielskiej ziemi, teraz już i w tym momencie 🙈 wyznaje zasadę której trzymam się od lat – jeśli miód to tylko z przydomowej pasieki. Żaden inny – sklepowe miody dla mnie nie istnieją. Od 3 lat mama przysyla mi miód z Polski bo ja nie chcę sięgać po ten ze sklepowej półki. Od pszczelarza z rodzinnych stron. Dobre bo polskie 🤩! A tego Stasiowego to i ja bym przygarnęła ❤️❤️❤️

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.